CÓRKA

W silniku w dalszym ciągu słychać było lekki a nieprawidłowy terkot. Wyraźnie jeden z cylindrów źle pracował, pomimo że kazał wymienić cewkę w dopiero co zostawionym w dole miasteczku. Z pewnym niepokojem pomyślał, że trzeba będzie reperować silnik, co zmusi ich do dłuższego postoju. Nie spieszył się wprawdzie do N., chociaż Renata ogłosiła - tak właśnie to słowo najbardziej tu pasowało, właśnie ogłosiła, ze chce tam zdążyć na osiemnastą. Ostatecznie spędzał swój ciężko zapracowany urlop jeżdżąc - jak chciał - po kraju bez wyznaczonej uprzednio trasy i bez nadziei, że znajdzie się jeszcze coś czego nie widział i co mogłoby zainteresować jego, który już niczego więcej od życia nie oczekiwał. To prawda, nie spieszył się ale nie lubił spraw technicznych, przykra mu była myśl o opuszczeniu wygodnego siedzenia w wozie anwet na kilka godzin a w dodatku Renata... Spojrzał kątem oka na prawe siedzenie. Była z nim od wielu lat i sam niepotrafiłby teraz odpowiedzieć czy znudziła już mu się czy też dalej pociąga go. Chyba przyzwyczaił się i bał się jej po prostu. Siedziała teraz piękna, subtelnie podmalowana, w swojej szafirowej sukni. Twierdziła zawsze że jest to kolor fiołkowy i że on, Wiktor w ogóle nie rozróżnia kolorów. Mężczyźni w większości są daltonistami - kończyła na ogół swoim bezbarwnym ale jednocześnie stanowczym głosem. Przyznawał jej rację jak zawsze gdy czuł się zmęczony jej przewagą nad nim ale w dalszym ciągu sprawiało mu przyjemność określenie tej sukni jako szafirowej. Po prostu było mu tak łatwiej. Zresztą nie był mu obojętny jej sposób ubierania się. Szły na to poważne sumy z jego wysokich honorariów, chciaż pacjentów dzięki Bogu nigdy mu nie brakowało. Dzięki Bogu? Chyba coś złego jednak się stanie - skojarzył sobie błyskawicznie z nieregularnym warkotem silnika - od lat zapomniałem imienia Boga a tu nagle taki religijny frazes we własnych myślach. Nigdy nie stosował żądnych chwytów, kóre nie były "fair play" w sprawach zawodowych, wyjeżdżał nawet co roku na wakacje - zwykle zagraniczne - na co nie mogło sobie pozwolić, w obawie przed utratą pacjentów, wielu prowadzących prywatne praktyki jego kolegów lekarzy.

Przed przednią szybą ukazał się ostry niebezpieczny zakręt a zprzeciwnej strony zupełnie niespoziewanie przekraczając linię zakazu wyjechała niemal wprost na nich zbyt szybko jadąca furgonetka załadowana butelkami z wodą sodową. W ostatniej niemal chwili siedzący za kierownicą młody chłopak w brudnawej podkoszulce skręcił i prawie nad samym rowem wyminął ich. Wiktor błyskawicznie zredukował bieg i niemal machinalnie pogroził chłopakowi. Spostrzegł, ze Renata z przerażeniem przymknęła oczy. Zauważył teraz, że przedłużyła je czarną kreską zgodnie chyba z wymogami najnowszej mody ale po raz pierwszy uznał to za mało subtelną formę makijażu, dobroą dla podlotków ale nie dla Renaty, która bądź co bądź dawno przekroczyła trzydziestkę. Przerażenie na jej twarzy chyba sprawiło mu przyjemność. Renata z błyskiem strachu w oczach - nie często zdarzało mu się to oglądać. Właściwie tylko raz, przed laty, gdy usłyszeli oboje z ust jego przyjaciela doktora Z., że ich nowonarodzonej córeczki nie da się utrzymać przy życiu i że nigdy już nie będzie mogła urodzić dziecka. Renata skrzywiła swoją zmienioną przez chorobę twarz nie płaczem, ani złością tylko właśnie przeraźliwym, bezpośrednim strachem. Strachem chyba przed grożącym życiem w samotności. Ale wtenczas ją kochał a zresztą sam nie zachował się wtedy po męsku. Było to poza tym w szpitalu w otoczeniu białych kitli inaczej niż dziś, gdy strach dostrzegł wyraźnie na jej twarzy pomimo tej pięknej sukni i wyreżyserowanych, jak sądził, gestów, które nadawały jej twarzy wyrazu dystansu i wyższości. Tak, przypominał sobie, co powie Renata na przymusową przerwę w podróży? A jednak trzeba będzie samochód zatrzymać.

Wjeżdżali do miasteczka F. Tutaj o ile dobrze pamięta, rozpoczynał swoją praktykę lekarską. Miał chyba 24 lata i zarabiał śmieszne grosze. Jakże naiwnym wydawał się dzisiaj sam sobie ze swoim ówczesnym entuzjazmem i dążeniem do poprawy życia nie swojego ale społecznego. Tak wówczas mówił. Tutaj, przed dziewiętnastu laty poznał Celinę. Dzisiaj musiała by być starsza od Renaty. Pamiętał, po zerwaniu przestał się zupełnie interesować tą dziewczyną. Gdy dowiedział się od swojej byłej gospodyni z F. (było to już po jego wyjeździe), że miała drugiego kochanka, zdziwił się jak mu to było obojętne. Potem ta tajemnicza śmierć, o której mu mówiono, rzekomo samobójcza...

Tablica wskazywała objazd ulicą w lewo, koło jakiejś restauracji. Wrzucił kierunkowskaz i spojrzał w lusterko. To, co zobaczył wydawało mu się jednak tak nieprawdopodne, że zapomniał skręcić kołem kierownicy i przejechawszy prosto omal nie uderzył maską buicka w zabezpieczający remontowaną jezdnię szlaban. Włączył bieg wsteczny i ponownie obejrzał się, tym razem bez pośrednictwa samochodowego lusterka. Chociaż temperatura powietrza osiągała 28 stopni w cieniu a poza wolnostojącą restauracją była w tym miejscu jedynie asfaltowa pustynia, poczuł zimno na całym ciele. Nie wierzył w duchy ani w żadną formę reinkarnacji ale ta dziewczyna, która zobaczył była wierną kopią Celiny, jak ją pamiętał sprzed lat. Była tylko nieco szczuplejsza czy raczej zmizerowana i miała małą brodawkę na prawym policzku. Spojrzał w lusterko jeszcze raz. Przyglądał się najpierw własnym oczom poczym znów przeniósł wzrok na dziewczynę. Niestety nie mogło być wątpliwości. Zgadzało się wszystko: wiek, wygląd. Usłyszał okrzyk z restauracji: "Pospiesz się Celina, ty stara kurwo". Teraz dopiero zauważył, że w ręku trzymała wiadro wypełnione jakimiś obrzydliwościami. Były tam różne odpadki restauracyjne: obierzyny ziemniaków, skorupy jaj, pestki wiśni. Czy to na pewno jego córka? Przecież nic nie mówiła że jest w ciąży. Dlaczego wówczas stąd wyjechał?

Dziewczyna przeszła obok z wiadrem. Nawet nie spojrzała na nich, pomimo iż piękny wóz gromadził niejednokrotnie w małych miasteczkach licznych gapiów, chętnie przyglądających się rzadko przejeżdżającym tam samochodom tej klasy. Uświadomił sobie, że ona nie wie o jego istnieniu, tak jak i on dowiedział się o niej w tak dziwny sposób przed chwilą. Zauważył jeszcze, że była nieuczesna, chyba brudna i patrzyła trochę nieprzytomnie, jakby nie całkiem normalnym wzrokiem. Wzdrygnął się. Dlaczego zmarło dziecko jego i Renaty? Czy ma prawo wchodzić teraz w życie tej dziewczyny?

Panie kierowco, tu nie wolno zatrzymywać się - wyrósł nagle jak spod ziemi policjant na motocyklu - ale Wiktor odzyskał zdolność uruchomienia wozu dopiero, gdy Renata położyła mu na policzku rękę ruchem stanowiącym połaczenie pieszczoty dla jej "małego Wicia" i zgorszenia z powodu niepotrzebnego i niezrozumiałego dla niej postoju w drodze do N. dokąd bardzo chciał zdążyć na godzinę osiemnastą.